Pokazywanie postów oznaczonych etykietą granaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą granaty. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 marca 2017

046.Dwustronnie



Lubię robić na zamówienie. Głównie dlatego, że niemal zawsze dostaję takie zamówienia, które są dla mnie niezłym wyzwaniem, już to od strony technicznej, już to od projektowej. Nie inaczej było z szalikiem, zamówionym dla fanki pewnego aktora ;). Szalik miał mieć napis, zaczęłam zatem rozpatrywać warianty wykonania napisu, abstrahując na razie od konkretnych liter.

Co można zrobić, żeby na dzianinie pojawiły się literki?
Po pierwsze – wyhaftować. Haft na dzianinie nie jest ewenementem, wymaga trochę innego podejścia niż klasyczny haft płaski, ale zasadniczo jest to dość szeroko rozpowszechniona metoda zdobienia.
Po drugie – zrobić żakard. Rozrysować schemat, bo w przypadku żakardu jest to łatwe, usiąść i wydziergać.
Niestety, obie te metody mają poważną wadę – a mianowicie nadają się jedynie do projektów jednostronnych, szalik zaś obie strony – prawą i lewą – musi mieć reprezentacyjne. W przebłysku czarnego humoru przyszło mi na myśl, żeby udziergać dwa identyczne, a potem zszyć je ze sobą lewymi stronami do środka, ale to już by była przesada :)


Zostaje zatem trzecia metoda, czasochłonna i wymagająca ogromnej uwagi, za to skuteczna – double knitting, czyli dwustronny żakard. W pewnym sensie są to właśnie dwa żakardowe szaliki, połączone ze sobą, bo DK daje dzianinę dwuwarstwową, tyle że robione jednocześnie i łączone na bieżąco.


czwartek, 15 października 2015

019. Granatowego barteru część druga i piękniejsza



Pamiętacie Granatowy barter? Zrobiłam granatową chustę i w zamian miałam otrzymać COŚ. COŚ dzisiaj właśnie dotarło :)



Bransoletka, którą sobie zamówiłam u Kobalaminy, choć zazwyczaj bransoletek nie noszę, ale taką z granatów to bardzo chciałam mieć. A że pod koniec października mam urodziny, okrągłe takie w dodatku, to pomyślałam: "A właściwie czemu by nie?"

Prezent urodzinowy przyszedł dziesięć dni wcześniej, znaczy, mogę już rozpoczynać świętowanie :)

Ale nie przyszedł sam, o nie. Miał towarzystwo.
Kolczyki. 



Jeżujeżujeżu, wpadłam w zachwyt i trwać w nim będę jeszcze długo, bo to śliczny komplet jest! O, sami popatrzcie :)



Zdjęcia były robione w afekcie z absolutnym zlekceważeniem zasad dobrej fotografii, stąd nie widać tego wewnętrznego, szkarłatnego ognia granatów, ale uwierzcie, on tam jest :)
Trochę udało się go złapać tutaj:



A tak wygląda na mojej łapce:



Borem a prawdą, kiedy wyjęłam bransoletkę z pudełeczka, pierwszą moją myślą było: "Cholera, rąbnęłam się przy podawaniu obwodu nadgarstka". Bransoletka wyglądała na zbyt małą - ale nie, Kobaś to profesjonalistka, bransoletka leży jak ulał! I to jest jeszcze jeden powód do zachwytu: rzadko noszę bransoletki, bo denerwuje mnie ich "samodzielność" - a to się okręcą, a to zjadą do łokcia, a to w ogóle spadną (mam wąską dłoń, obwód nadgarstka to 14 cm, więc tego...). A granatowa siedzi idealnie! Jak zapięłam, tak została. No mówię, ideał!


Kobasiu, bardzo, bardzo Ci dziękuję! :* I za bransoletkę, i za kolczyki, i za kartkę, i w ogóle za wszystko :) Zdobyłaś stałą klientkę, a może i dwie, bo moja Mama stwierdziła, że takiej piękności to jeszcze nie widziała i ona też chce taką, tylko jeszcze musi się zdecydować co do koloru :)

Dziękuję jeszcze raz!