czwartek, 5 stycznia 2017

044. Ostatni w roku





Jest Sylwester, jest impreza :) U mnie co prawda piżamowa, ale starsze pokolenie zabawę miało szampańską. I potrzebowało oprawy. Mama kupiła sukienkę, która aż prosiła się o dodatek w postaci eleganckiego, zwiewnego i eleganckiego szala. No to zrobiłam.

Jedwab, bo jedwab błyszczy szlachetnie, a przy tym blokuje się perfekcyjnie, więc mogłam poeksperymentować ze zwiewnością, nie martwiąc się, że ażur straci kształt. Koraliki, bo ma być wystrzałowo i błyszcząco (gdybym mogła, obsypałabym brokatem, bo to w końcu Sylwester), a poza tym naprawdę lubię z nimi pracować. Wzór Something Borrowed by Kathy Lang, bo już dawno o nim myślałam.

Efekt jest szampański :)



Z włóczką Maharaja Silk Lace pracowałam pierwszy raz. Jedwab jak to jedwab, śliski drań, ale porządnie skręcony, więc się przynajmniej nie rozwarstwiał. Początkowo lekko sznurkowy w dotyku, po przepuszczeniu przez palce i wypraniu nabrał delikatności i miękkości - ale miękkość jedwabiu jest inna niż miekkość wełny. Tak Borem a prawdą, on jest nie tyle zwiewny, co lejący, w taki iście szlachetny sposób. Raz zobaczyłam i już się nie pomylę - jedwabne szale są jedyne w swoim rodzaju. 
Choć muszę zaznaczyć, że motek dostał mi się nieco felerny - jakoś w połowie natrafiłam na ok. 30 metrów nici nie skręconej w ogóle. Próbowałam mimo to robić dalej, ale po pierwsze, rozwarstwiało się toto na potęgę, nie było oczka, którego nie musiałabym poprawiać, a po drugie - ten fragment bardzo wyraźnie rzucał się w oczy. Trochę to wyglądało tak, jakbym znienacka zaczęła robić podwójną nicią, oczka były wyraźnie grubsze i miały inną strukturę. Szlag mnie trafił natychmiast. Sprułam, wycięłam ten kawałek i dołączyłam nitkę dopiero w miejscu, gdzie znów miała porządny skręt.


Jeszcze jedna uwaga - nigdy nie przerabiać jedwabiu na drutach akrylowych. Na metalu szwungu dostaje straszliwego, łapanie uciekających oczek do najprzyjemniejszych nie należy, postanowiłam zatem zmienić druty na akryle. No i na tych akrylach oczka się nie przesuwały. W ogóle. Nie to, że zostały przyhamowane, ja je musiałam przesuwać siłą! Serio, jakby druty były posmarowane klejem. A do tego odgłos, jaki wydawał jedwab, sprawiał, że aż mi ciemniało w oczach, bo był to zgrzyt porównywalny z tym, jaki słychać, kiedy przejedzie się paznokciem po szkle. Nigdy więcej! Już po jednym rzędzie ponownie przeniosłam się na metal :)
 


Koraliki to, klasycznie, Toho Round 8/0, dwa kolory: na ozdobnych brzegach Opaque Jet (łącznie 88 sztuk), w części głównej Ceylon Ivory (coś około 400).



Wzór oryginalny lekko zmieniłam, rezygnując z nupków i zastępując je koralikami - po pierwsze dlatego, że bąbelki są strasznie włóczkożerne, a ja miałam tylko jeden motek, a po drugie - robiłam w szalonym pośpiechu, żeby zdążyć, a nupki jednak spowalniają proces dziergania. Owszem, koraliki też, ale jednak nie w takim stopniu, zresztą we wrabianiu koralików mam większą wprawę niż w tworzeniu bąbelków.

Szal ma 2 metry długości i 25 cm szerokości, zużyłam 85 gramów włóczki, druty nr 3,75.

2 komentarze:

  1. Przepiekny, szlachetny szal. Wykonanie perfekcyjne. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Praca z jedwabiem mnie zachwyca, to rzeczywiście szlachetny materiał :)
      Również życzę samych dobrych dni w Nowym Roku :)

      Usuń